Wyniki oraz relacja Mistrzostwa ZTPLCC

Pora zatem na rozstrzygnięcia naszych #MistrzostwaZTPLCC.

Zanim przejdziemy jednak do podania oficjalnych wyników, ogromne gratulacje dla wszystkich, którzy ukończyli wyścig, oraz dla tych którzy podjęli próbę walki z trasą, którą dla was przygotowaliśmy.

Tak jak się spodziewaliśmy trasa była bardzo wymagająca, ale dzięki temu zapamiętacie każdy pokonany kilometr 😊

Jeśli chodzi o sam wyścig, to chyba najlepiej sami wiecie jak wyglądał 😊 Większy peleton istniał praktycznie tylko na starcie, czyli około 1 kilometra.

Pierwszą trudnością na trasie był klasyczny Watopia KOM, krótki jednak wymagający podjazd.

W jego wypadku bardzo ważna jest pozycja w peletonie. Jeśli jesteś z przodu i wjedziesz ten niecały kilometr z pierwszą grupą możesz odetchnąć i czekać na następne trudności na trasie, jednak jeśli wystartowało się z dalszej pozycji, lub straciło na chwilę „koło” to po przekroczeniu banneru KOM bardzo ciężko będzie potem złapać grupę, która jeszcze niedawno była na wyciągnięcie ręki. Bardziej doświadczeni zawodnicy wiedzą, że na Zwift często decydujące momenty wyścigu rozgrywają się na zjazdach, gdzie ułamek zawahania może pokrzyżować plany.

Kolejne kilometry to dojazd to pierwszego kluczowego podjazdu dnia EPIC KOM. W tym momencie grupa główna liczyła ok 45 zawodników. Jechali w niej praktycznie wszyscy faworyci do walki o medale min. Maciek Mendakiewicz (STU), Michał Kamiński, Piotr Truszczyński, Michał Bogdziewicz, Mateusz Siarka, Andrzej Poczopko czy Paweł Ścierki wraz z Wojtkiem Pszczolarskim oraz Wojtkiem Halejakiem.

Jako pierwszy na 10,5 kilometrze trasy, u podnóża podjazdu, zaatakował Wojtek Pszczolarski. Warto dodać, iż w tym momencie każdy z zawodników w grupie głównej jechał już z mocą przeszło 6w/kg.

Po ataku Wojtek uzyskał małą przewagę nad grupą, na jego nieszczęście nikt nie ruszył za nim i kwestią czasu było kiedy grupa go dogoni.

Na 11.5 kilometrze trasy Wojtek został złapany, lecz chwilowe przyspieszenie grupy rozpoczęło dobrze wszystkim znaną selekcję od tyłu.

Na czele została już tylko grupka niespełna 30 zawodników.

Na kolejne ataki nie musieliśmy długo czekać, tuż przed wjazdem do górskiej wioski, na 13 kilometrze trasy, zaatakował jeden z faworytów, Piotrek Truszczyński, warto dodać, iż Piotr wrócił lub wraca do swojej wysokiej dyspozycji po nieco gorszym okresie treningowym.

Również i tym razem jednak i ten atak został zneutralizowany przez pozostałych kandydatów do zwycięstwa.

Tuż przed krótkim wywłaszczeniem stało się coś, czego chyba nikt przed wyścigiem się nie spodziewał, Maciek Mendakiewicz (Stu) zaatakował. Maciek, znany jest ze swojej doskonałej, ekonomicznej jazdy oraz przeważnie z tego, że atakuje, bardzo mocno i skutecznie, przeważnie w końcowych fragmentach wyścigów. Tym razem ponownie doskonale przeczytał wyścig, wykorzystał moment rozluźnienia w peletonie po złapaniu Piotrka oraz fragment trasy gdzie przeważnie wszyscy łapią drugi oddech i zaatakował, zyskując bardzo szybko cenne sekundy.

Na atak po chwili odpowiedzieli Mateusz Siarka oraz Michał Bogdziewicz.
Mocniejsze tempo czołówki ponownie zaczęło zbierać żniwo w grupie, od której odpadali kolejni zawodnicy.

Gdy wydawało się że wszystko połączy się, Maciek ponownie podkręcił tempo zyskując ok 4sekund przewagi na grupką.

Na 18 kilometrze peleton znowu jechał już razem

Po przekroczeniu banneru EPIC KOM na zawodników czekała pierwsza wspinaczka na najbardziej wymagający fragment trasy RADIO TOWER. To właśnie podczas tego odcinaka trasy a szczególnie już na jego końcu zakładaliśmy, że poznamy bardzo wąskie grono kandydatów do finałowej rozgrywki.

Pokonanie Radio Wower to jedno, ale należało również pamiętać, że bardzo dużo można stracić jeśli nie uda się „załapać” do pociągu zjeżdżającego z Radio Tower.

Na tym fragmencie trasy, ponownie zaskoczył wszystkich Maciek (Stu), który prowadził przed większość wspinaczki grupę faworytów.

Pierwsze, i jak się okazało nie jedyne problemy tego dnia miał jeden z głównych faworytów, Michał Kamiński, niestety niedyspozycja dnia, problemy z Internetem oraz trenażerem w tej kluczowej fazie wyścigu pozbawiły go praktycznie szans na walkę.

Zawodnicy rozpoczęli długi zjazd. W tym momencie rywalizacji na czele mieliśmy już tylko 9 zawodników: Maciek, Paweł, Wojtek Halejak, Mateusz, Andrzej, Michał, Piotrek, Szymon i J.Popławski.

Chwila nieuwagi i ta 9 również się podzieliła

Tworząc dwie grupki, które przez dłuższy czas wyścigu trzymały się na dystans. Pierwszą grupę utworzyli zatem: Maciek, Paweł, Wojtek oraz Andrzej. Za nimi podążali Mateusz, Piotrek, Michał, Szymon oraz J.Popławski, który w pewnym momencie zjazdu zawisł pomiędzy tymi dwoma grupkami.

Kolejną trudnością na trasie, był stosunkowo krótki podjazd pod Volcano KOM. Przed rozpoczęciem podjazdy przewaga grupy Maćka, nad grupą Piotrka wynosiła ok 19sekund.  

Druga grupa zdawała sobie doskonale sprawę z tego, że na Volcanie należy spróbować zmniejszyć tą różnicę za wszelką cenę, tym bardziej że przed dojazdem do ostatniego podjazdu był ponownie stosunkowo długi płaski odcinek trasy. Do ataku ruszył ponownie niezmordowany Piotrek Truszczyński, który wykonując ogrom pracy doprowadził do połączenia dwóch grupek na 47 kilometrze trasy.

Czołowa grupka zmierzała zatem w 8 osobowym składzie w kierunku Epic Kom oraz ostatniej wspinaczki pod Radio Tower, gdzie była usytuowana meta wyścigu.

Spokojnie było do 59 kilometra trasy, kiedy na atak, znowu kolejne zaskoczenie tego dnia, zdecydował się najcięższy w stawce Paweł Ścierski

Podążył za nim tylko Maciek, który w dodatku chwilę później, poprawił.

Zyskując bardzo szybko blisko 10 sekund przewagi nad nieco zaskoczonymi towarzyszami z grupy głównej. Jak się okazało przewaga ta stale rosłą i na krótkim wypłaszczeniu wynosiła już 17 sekund. Jak się okazało, ten krótki z pozoru nie znaczący fragment trasy, był kluczowy dla losów dalszej rywalizacji.

Pokonując kolejne metry w pionie Maciek zbudował, aż 30sekund przewagi. Za Maćkiem na drugim miejscu z ok 15 sekund przewagi nad grupką pościgową, jechał Paweł Ścierski. Pogoń ponownie napędzał Piotrek Truszczyński.
Kolejne minuty rywalizacji to walką. Pawła niestety dopadły skurcze i musiał się zatrzymać, tracą drugie miejsce. Michał powoli tracił kontakt z grupą, Piotrek rozpoczynał kolejną już szaleńczą pogoń za Maćkiem

Zawodnicy dojechali ponownie pod Radio Tower. Na trasie sytuacja powoli ustabilizowała się. Maciek zmierzał pewnie do mety, gonił Piotrek za którego plecami Mateusz, Andrzej, Szymon oraz Wojtek walczyli o 3 miejsce.

Ostatecznie na mecie pierwszy zameldował się Maciek Mendakiewicz, przed Piotrkiem Truszczyńskim oraz Mateuszem Siarką.

Rywalizacja pośród Pań była niestety odrobinę utrudniona do śledzenia, ponieważ zawodniczki wymieszały się z rywalizującymi na trasie zawodnikami. Niemniej jednak jako pierwsza metą minęła Sonia Cięciel pokonując trasę w 2 godziny i 10 minut, zajmując jednocześnie 94 pozycję OPEN. Warto przypomnieć iż Sonia była również najwyżej sklasyfikowaną Polką podczas grudniowych pierwszy Mistrzostw Świata w eKolarstwie.
Na drugim miejscu finiszowała Natalia Świerguła, a podium uzupełniła Joanna Borowik.

W tym momencie chcielibyśmy pogratulować tym najszybszym oraz zapewnić, iż dołożymy wszystkich starań, aby w przypadku organizacji już przez PZKOL oficjalnych mistrzostw Polski, które odbędą się także pod patronatem UCI, wystąpić dla nich o dzikie karty uprawniające do udziału w tych zawodach.

Raz jeszcze gratulujemy wszystkim ale dajcie już tą wiosnę 😉

Większość relacji LIVE z wyścigu znajdziecie TUTAJ

OFICJALNE WYNIKI

Wyniki dostępne TUTAJ

ZADAPL oświadczenie.
Komisja postanowiła:
– Zawodnik Szymon Piela – przesunięty na poz. 6 (poza TOP5) w wyniku dużej różnicy dual recording (+5%)
– Zawodnik Andrzej Poczopko – przesunięty na poz. 7 (poza TOP5) w wyniku dużej różnicy dual recording (+5%)
– Zawodnicy Wojciech Halejak oraz Mateusz Kania przesunięci poza TOP20 w wyniku braku dostarczenia filmu z ważenia
– Zawodnicy Bogumił G. oraz Jakub L. DSQ – #StickyWatts
– Zawodniczka . Nutella DSQ – brak profilu na ZwiftPower, brak HR

Więcej informacji: zadapl@ztpl.cc

 

 

15 thoughts on “Wyniki oraz relacja Mistrzostwa ZTPLCC

  1. Stu says:

    Hmmm…Chyba Wszyscy są ciekawi jak wyglądał wyścig z perspektywy Stu i jak do tego doszło 😜
    Wiec przejdźmy do sedna i opiszmy po krótce jak to wyglądało w ogóle.

    1. Plan gry. Pierwszy plan jaki się zrodził w głowie to myśl, żeby zaskoczyć wszystkich „zbiciem wagi”(podpatrzone u chłopaków z grudniowych Mistrzostw Świata) a, ze mam z czego „zrzucić” to nie było problemu by w pare dni stracić na wadze ok 3,5kg(żadna dieta cud, tylko wypłukanie glikogenu z mięśni, który wiąże wodę…) Taki manewr dawał mi ogromna przewagę już przed startem, a dodatkowo podłamał psychicznie moich największych rywali(tak sądzę)
    2. Rywale. Biorąc udział w takim wyścigu trzeba najpierw dobrze „prześwietlić” swoich najgroźniejszych rywali. Takie rozeznanie polega głównie na przeanalizowaniu ich profili mocy od sprintu po 5 i 20min peaki mocy plus znajomość aktualnej wagi. Te wszystkie informacje pozwalają na podjęcie pewnej taktyki, oraz ułatwiają jej wykonanie już w trakcie wyścigu, ponieważ człowiek wie na ile może sobie pozwolić, a na ile przeciwnik 😉
    3. Taktyka. Hmmm tutaj to różnie z tym bywa, bo przewaznie jest tak, ze trzeba „improwizować” w trakcie wyścigu i taktyka zmienia się na bierząco, ponieważ to jest WYŚCIG i tu nie da do końca się wszystkiego zaplanować. Dlatego dobrze jest mieć jakiś plan awaryjny(u mnie są to zwykle zaplanowane odcinki na trasie, gdzie można zrobić skok, żeby poszarpac trochę grupe). Oczywiście najważniejsza rzeczą jest doskonała znajomość trasy, bez tego ani rusz!🤷‍♂️ No to by było na tyle, tak w skrócie co jest niezbędne, żeby w miarę komfortowo, bez „stresu” przystąpić do wyścigu tej rangi 😉
    Przechodząc już do samego wyścigu, to wiadomo na starcie sprint🙉 i walka o czołowe pozycje przez pierwsze 2-3min 🔥
    Tutaj na trasie zaraz na początku była mała hopka tzw KOM i już można było trochę naciągnąć grupe, żeby przerzedzić stawkę😂 następnie odpoczynek na zjeździe i tzw „kulanie się po kole” do pierwszego Epica🤢
    Z tego co pamietam to Wojtek Pszczolarski wyskoczył na czoło u samego podnóża góry i pocisnął solo przez pierwsze 500m. Oczywiście na tym etapie wyścigu nie było najmniejszego sensu gonić go, bo było to zdecydowanie za wczesnie na takie harce.
    Po tym najstromszym początku Epica wyłoniła się już chyba czołowa 30tka osób, która żwawo wspinała się w górę dalej. Następnie na czoło wyszedł Piotr Truszczynski i srednio 6w/kg próbował naciągać stawkę przez kolejne 2-3min. To jego zagranie dało mi do zrozumienia, ze chłop nie boi się dzisiejszej walki i będzie głównym rywalem w dalszej części wyścigu…nie był to atak z jego strony, wiec tez niebawem grupa go doszła i znowu wszyscy razem gnaliśmy do gory😜
    Po tej akcji ja postanowiłem trochę „przetestować” zawodników, ile maja pod noga 😉 wiec nieśmiało narzuciłem mocniejsze tempo. Raz, ze chciałem w ten sposób naciągnąć grupe i zmęczyć wszystkich, a dwa sprawdzić który z rywali będzie się czuł na siłach, żeby podgonić mnie trochę…No i tak może z 8-10min jechałem zachowawczo z przodu, bacznie obserwując poczynania w grupie pościgowej i doszedłem do wniosku, ze raczej nikt nie będzie gonił, wszyscy się albo oszczędzają, albo nie czuja na siłach? 🧐
    W końcowej części Epica zaczynaja się wypłaszczenia i lekkie zjazdy, wiec nie było sensu dalej cis ponad 5w/kg, bo i tak by mnie „zjedli draftem”wiec zwolniłem do ok 3w/kg dając się na spokojnie dojść grupce 😉
    Chwila odpoczynku w środku grupki i szykowałem się już na Radio Tower , żeby dalej „eliminować” rywali ☠️ Chciałem tymi poczynaniami pokazać chłopakom, ze czuje się świetnie i noga podaje, (co napewno zaskoczyło Wszystkich, bo jak wiadomo ja zwykle „wożę się na kole” a daje zmiane tuż przed meta 😜) oczywiście było to elementem mojej „taktyki”, która przyjąłem od początku wyścigu.
    Taki był plan-przetestować wszystkich na pierwszym Epiku i dobić resztę na Radio Tower 😜
    W sumie chyba się udało, bo zaraz za szczytem utworzyły się dwa 4osobowe składy….Wielkim zdziwieniem było dla mnie, ze do tego momentu prawie niewidoczny na trasie był Michał Kamiński-czołowy zawodnik Zwift Poland i członek znanej na całym świecie drużyny CanionDev! Ale nie ukrywam, ze to tez dodało mi skrzydeł jak zobaczyłem, ze chłopak odpadł z głównej stawki 🤷‍♂️
    Acha dodam jeszcze jedna bardzo ważna kwestie, bo chyba mało kto wie(nie było to pokazane w transmisji na YouTube) ze zaraz na początku zjazdu z wierzy Tower Wojtek Halejak wyskoczył jak z procy i niezle nas ponaciągal, dzięki czemu właśnie wtedy najbardziej podzieliła się ta duża grupa osób na mniejsze grupki… w tym Nasz skład czteroosobowy Stu, Paweł, Andrzej i Wojtek. Zaraz za nami uformowała się druga czwórka w składzie Mateusz, Piotr, Szymon i Michał Bogdziewicz.
    Z racji tego, ze w naszej grupie mieliśmy przewagę wagowa to szybko zrobiliśmy kilkunastosekundowa przewagę nad Nimi i spokojnie gnaliśmy dalej przed siebie 😉 Nie wiem nawet, czy próbowaliśmy coś współpracować po zmianach, czy raczej każdy myślał żeby „jako tako” jechać dalej 😂 Dla mnie osobiście było lepiej, żeby druga gr nas doszła, bo zachowałbym więcej siły na końcowy podjazd, wiec nie wysilalem się zbytnio, żeby Im uciekac 🤣
    I tak oto człapu człapu dojechaliśmy w 4 do podjazdu VolcanKom(3,8km-3,2%) cały czas utrzymując kilkunastosekundowa przewagę nad goniąca czwórka.
    Na vulkanie srednio 5w szło tempo, czyli ze za mocno i nie za słabo, ot tak żeby Nas nie doszli 🙄 W połowie podjazdu Piotr Truszczynski postanowił Nas podgonić, jednak mu się to nie udało(widziałem katem oka ze przyspieszył, wiec tez świadomie trochę podkrecilem tempo, żeby mu było ciężej 🤷‍♂️ life is brutal 😜) ale na tym polega inteligentne ściganie👌
    Na zjeździe totalnie wyluzowalismy i daliśmy chłopakom z grupy pościgowej trochę nadrobić sekund. Finalnie złapali Nas jakieś 22km przed meta, wiec od tego momentu jechaliśmy już w 8miu i było to totalne pitu pitu 😜 Od tego momentu każdy z Nas już wiedział, ze raczej wszystko rozegra się na Epiku plus Radio Tower. W między czasie była po drodze mała hopka KOM- tam próbowałem jak to ja znowu trochę nagiąć chłopaków tak 7-8w, ale nie dali się nabrać i jechali swoje czyli 5w 😜 co zmusiło mnie do zwolnienia tempa, bo nie było sensu uciekac solo w tym momencie(za daleko do mety, nie dał bym rady tyle uciekac).
    Po hopce krótki zjazd i powoli zbliżaliśmy się do finałowego podjazdu.
    Przed samym podjazdem czułem się wyśmienicie, odpocząłem idealnie przez te 10km jadąc spokojnie w tej 8osobowej grupie, tętno spadło do 140bpm, wiec w głowie układał się już plan ataku…ale miało to nastąpić o wiele później niż ostatecznie nastąpiło, a to wszystko za sprawa Pawła Scierskiego, który ruszył jak z katapulty od samego podnóża Góry!
    Dobrze, ze w miarę od razu to zauważyłem i oczywiście skoczyłem zaraz za Nim, bez chwili zamysłu (bo mówię jak Nam teraz odjedzie to pozamiatane będzie, mając w pamięci jak pojechał Ligowy wyścig pod VenTop i co tam zrobił! 🙉)
    Pare sekund i byłem tuż za Nim, szybki check na pozostała cześć grupy…i tu zdziwienie bo nikt z reszty nie kwapił się do gonitwy, wiec ja kontra 600-700w i wio jak to mówią wiater w żagle hehe. Tym oto sposobem udało się zrobić totalnie nie zaplanowany odjazd „na żywca” 😉
    Byłem bardzo zdziwiony, ze nikt nie poszedl z tej grupy w pogoń, wiec tym bardziej dostałem dodatkowej motywacji i kopa, żeby próbować dalej powiększać przewagę! Na szybko tylko w głowie przeliczyłem sobie waty jakie trza robić, żeby „nie spuchnąć” za szybko, a w miarę bezpiecznie uciekac-tak wiem brzmi to tak prosto i banalnie jakby się jadło bułkę z masłem, ale naprawdę pod wpływem emocji i adrenaliny jaka panuje podczas takiego wyścigu, można w głowie przeprowadzić kilka takich równań i przeliczeń jak w szachach 😜 plus wiedziałem, ze Paweł Scierski na ten moment wazy 7kg więcej i raczej nie ma
    Szans utrzymać tego tempa (co jak się potem okazało dostał bolesnych skurczy i niestety spadł pare pozycji w dół)
    Wracając dalej do jazdy już po szybkim przeliczeniu w głowie co i jak, starałem się zrobić jak najszybciej przewagę ok 20s (nad grupa nie nad Pawlem) i plan był taki, żeby potem to utrzymać i kontrolować tylko… gdy przewaga wzrastała do 23-24s przewagi nad grupka około 8km do mety, zauważyłem ze Piotr Truszczynski odpalił rakietę i ruszył w pogoń!
    Oczywiście liczyłem się z takim obrotem sytuacji, ze ktoś zaatakuje potem, wiec zostawiłem sobie „pare watow” w zapasie i podkręcałem mniej więcej do tych parametrów jakie generował Piotr w w/kg, żeby ciagle utrzymywać bezpieczna przewagę tych 20s. Tętno ciagle nie dobijało do 180 wiec czułem, ze jest naprawdę dobrze i ze tylko jakiś drop netu może pokrzyżować mi plany 🙉
    Pisze cały czas o pogoni Piotrka, ale oczywiście ciagle jeszcze między Nami jechał Paweł, którego nie można było lekceważyć jednak On tracił do mnie sekundę po sekundzie i kwestia czasu było, ze Piotr go „łyknie” Szczerze to nawet nie wiem kiedy to się stało, ani nie wiem kto jechał na 3,4,5 pozycji bo patrzyłem tylko na Piotra jego w/kg i sekundy, które Nas dziela!
    Przed banerem Epic Koma docisnąłem trochę mocniej, bo wiedziałem, ze za chwile będzie wypłaszczenie i w dół na Radio Tower, czyli jakieś 30s luzu na 3-4w żeby tętno spadło do minimum i od samego podnóża Tower ogień na 7-8w przez pierwsze 30s a potem już spokojnie w miarę rowno tak aby się nie „przegrzać”… W połowie Radio Tower mając te 15s przewagi nad Piotrem wiedziałem, ze nic nie stanie już na przeszkodzie po zwycięstwo… 💪🏽🔥

    Wielkie podziękowania dla realizatorów tych mistrzostw Jacka Taracha i Daniela Wojtyny jak i dla pozostałych osób, które również przyczyniły się do realizacji i czuwały nad dyscyplina i gra Fair Play tych mistrzostw. Za cały wkład jak i zaangażowanie i poświęcony czas na zorganizowanie tak wielkiej imprezy!
    No i oczywiście szapo ba dla reszty konkurentów, którzy ukończyli ten „morderczy” dystans.

    Z poważaniem
    Maciek aka STU 😜

    • Maciej Puz says:

      Bardzo fajny wpis Maciek. Czytałem z zaciekawieniem.
      Przyznam się że śledziłem Twój przejazd (mój awatar stał na starcie, a ja skakałem po zawodnikach) od momentu gdy Michał Kamiński odpadł. Czyli przed pierwszym szczytem radio Tower.
      Imponująca taktyczna jazda dawała się zauważyć. Widziałem że naciągasz stawkę „sprawdzając” co się dzieje i że wiesz kiedy odpuścić.
      Do tego poparłeś taktykę doskonałą formą.
      Oklaski. Piękna wygrana.
      Gratulacje 🙂

  2. Michał Kamiński says:

    Pora na małe podsumowanie Mistrzostw Zwift Polska

    Zdecydowanie był to dla mnie najbardziej pechowy wyścig ostatnim czasem.

    Wszystko zaczęło się od mojego błędu podczas sobotniej rejestracji wagi, gdy to użyłem zbyt lekkich odważników do procedury ważenia. Z tego powodu musiałem zważyć się ponownie w niedzielę, co przełożyło się na kolejny problem, myślę że kluczowy…

    Po ważeniu zacząłem ładować węgle, by zasilić moje nogi na wieczorny wyścig. Zjadłem 150g bardzo dobrego kremu orzechowego, a następnie poprawiłem 200g dżemu truskawkowego. Jednak nie przeczytałem etykiety (i tu nauczka na przyszłość żeby to robić!). Okazało się że owe produkty są słodzone sztucznym słodzikiem, który w dużych ilościach skutkuje efektem przeczyszczenia🙈

    Więc jak już pewnie się domyślacie, spędziłem prawie godzinę w łazience, co skutkowało totalnym odwodnieniem 😉 3h przed startem ważyłem mniej niż rano😆

    Kolejny problem to rozgrzewka, a raczej jej brak… spowodowane było to zawieszeniem laptopa na 15 minut przed startem. W sumie sukcesem było to że udało się wystartować😅 Rozgrzewkę zrobiłem na pierwszym krótkim podjeździe Hilly KOM – w sumie noga całkiem nieźle kręciła. Nie czułem się źle mimo wszystkich komplikacji. Cały Epic KOM to równa i mocna jazda z mojej strony, mogę śmiało powiedzieć że czułem się bardzo dobrze, kontrolując wszystko co działo się dookoła. Tempo nie było aż tak zabójcze, jak bywa to na Zwift Racing League. Epica wjeżdżam w czubie pilnując faworytów. Następne w kolejce było Radio Tower, gdzie tempo było trochę mocniejsze bardziej, mimo wszystko nie było to nadal tempo, które w normalnej sytuacji mogłoby mnie złamać. Jednak wtedy, zaczął się dramat. W połowie wzniesienia , poczułem jak coś ściska mi cały żołądek. Wiedziałem, że jest już po wyścigu. Ból był na tyle duży, że uniemożliwił mi jazdę w takim tempie, jakim jechała czołówka. Na chwilę odpuściłem, po czym spróbowałem jeszcze zacisnąć zęby i złapać najbliższą grupę. Sztuka ta udała się, dzięki czemu mogłem złapać trochę oddechu na zjeździe. Postanowiłem nie poddawać się i powalczyć jeszcze o top 10. Dojazd do wulkanu to raczej spokojne 3.5-4 w/kg co bardzo mi odpowiadało. Na kolejnym podjeździe miałem plan nadrobić jak najwięcej do czołówki wyścigu, jednakże odwodnienie dało mi się mocno we znaki. Poskutkowało to skurczami ud, które nie pozwoliły mi na narzucenie ambitnego tempa. Stwierdziłem, że muszę jak najszybciej złapać trochę świeżości i starać się oszczędzać aż do finałowego podjazdu. Na wulkan wjechaliśmy w całej grupie, około 20 sek wolniej, niż pierwsza grupa.

    Dosłownie 5 minut później nastąpił kolejny, ostatni dramat, przekreślający moją walkę o top 10. Komputer po raz drugi zawiesił się, a następnie wyłączył. To chyba był jakiś znak, abym jednak odpuścił i nie zażynał swojego organizmu do granic możliwości.

    No cóż, to udowadnia że nawet w eSporcie można mieć defekt 😊 Nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem, tylko iść do przodu i przekraczać kolejne granicę. Następne Mistrzostwa za rok. Z pewnością do tego czasu będę znać etykiety produktów na pamięć😆😆

    W tym miejscu chciałbym podziękować STARZYNSKI.COACH za perfekcyjne przygotowanie do startu. Noga kręciła perfekcyjnie, ale spokojnie… nic straconego 😉 Za tydzień kolejny start, tym razem w etapówce organizowanej przez CeramicSpeed!

    Na koniec chciałbym pogratulować wszystkim zawodnikom, którzy ukończyli rywalizacje, ale także dla tych, którzy podjęli walkę, ale przeszkodziły im problemy techniczne!

  3. Marek Gaj Rossonero says:

    Gratuluję wygranej Maciek „STU” 👏👍💪
    Choć nie brałem udziału w tym wyścigu to po przeczytaniu Twojego komentarza poczułem się jak bym w nim uczestniczył. Piękny opis prawie z minuty na minutę to co działo się na trasie pozwala na chwilę pomarzyć, że się jest na Twoim miejscu 😜
    Jeszcze raz gratuluję wygranej 👏👏

  4. Sonia says:

    Poproszono mnie o napisaniu kilku słów na temat mojej perspektywy w czasie wyścigu ☺️
    Po pierwsze dziękuję ZTPL CC za tak super organizację całej imprezy! Wyścig z mojej perspektywy nie wyglądał tak zmiennie i fascynujaco jak u Macieja i reszty chłopaków ale walka była taka sama 🔥💪
    W dzień wyścigu wzięłam rower, trenazer, Apple TV i telewizor 😅 do rodziców gdzie wraz z tatą (dosłownie) ramię w ramię stanęliśmy na starcie wyścigu (tak samo jak w roku 2019 ☺️). Nie mieliśmy konkretnej taktyki ale tata jechał ze mną żeby mi pomóc przede wszystkim mentalnie, dawać mi podpowiedzi w razie potrzeby a w razie kłopotów dać mi koło.
    Jeśli chodzi o samo przygotowanie do wyścigu to wiedziałam, że jedna z kandydatek do zmuszenia mnie z wyjścia ze strefy komfortu będzie Natalia Świergula (pozdrawiam)🙂 Oczywiście nie lekcewazylam żadnej rywalki! Przejrzałam mniej więcej kto będzie jechał i na co kogo stać. Do końca nie byłam niczego pewna, bo jak wiadomo na Zwifcie też można „zlapac gumę”, ale nie tylko – może zdarzyć się wiele bo to WYSCIG! Po starcie dojechałam do pierwszego krotkiego KOMa na którym zobaczyłam Natalie i Agatę Flis. Był tam trochę tłok ze względu na chłopaków dlatego wykorzystałam to i postaram się „niezauważalnie”😂 koło nich przejechać i odjechac w grupce z chłopakami. Ale wiedziałam że zabawa zaczyna się dopiero na 10tym kilometrze a kończy na 69tym 😁 Do KOMa dojechałam już na dość wysokim tetnie. Które zresztą tylko raz na zjeździe zeszło poniżej 160 😣 KOM staram się jechać około 4.2 W/kg. Nie chciałam przesadzić bo wyścig dopiero się zaczynał… Jechałam równo i wiedziałam że jadę jako pierwsza dziewczyna. Nie licząc tajemniczej Nutelli bez tętna, bez profilu na Zwift Power, i bez aktualnej wagi. Nie zwracałam na nią uwagi, skupiałam się tylko na tym żeby po kolei wykonać dobrze zadania, tak żeby nie przegiąć i żeby rywalki nie nadrabialy strat. Po wjechaniu na Epic KOM miałam mały zapas sił więc docisnęłam Radio Tower na lekko 4,5 W/kg. Nie jest tajemnicą, że przewagę buduje się najskuteczniej na wiekszych nachyleniach 🙂 Po zjeździe z KOMa szukałam jakiejś grupki żeby jechać z kimś na Vulkano Climb 🌋 niestety bez skutku i tu przyszedł na pomoc mój prywatny Tadej 😎 W kilka minut dogoniliśmy kilku chłopaków zaraz przed podjazdem i tak razem trzymając około 4W/kg wdrapaliśmy się na wulkan po czym zjechaliśmy i dojechalisny do Epic KOM number 2 🏔️ Sprawdzilam gdzie jest Natalia i przeliczyłam jakimi najmniejszymi watami muszę jechać aby utrzymać ta kilkuminutowa przewagę ⚡Nie przekraczając 4W/kg wjechałam na Epic KOM i skręciłam na Radio Tower. Jechałam na 104 pozycji, 600 metrów do mety, a tata mi nieśmiało zaproponował żeby wejść do setki 😂 Rękawica podniesiona – zaczęłam gonić… Jeden kolega, drugi kolega, trzeci miał około 6 sekund przewagi. Chyba zauważył pogoń bo bronił się strasznie 😛 Ostatnie 200/300metrow jechałam ile sił w nogach. Ostatecznie dojechałam 101, jednak jak się okazało później oficjalnie 94 OPEN, no i 1 kobieta 😁🔥💥
    Wszystkim bardzo gratuluję bo trasa była naprawdę bardzo wymagająca. Był to dużo bardziej wymagający wyścig niż wspomniane wyżej Mistrzostwa Świata które odbyły się w grudniu.
    Do zobaczenia IRL🤙

  5. Natalia Świerguła says:

    Nadszedł czas na małe podsumowanie wyścigu z mojej perspektywy – wicemistrzyni.
    Na wstępie chciałabym pogratulować wszystkim startującym a w szczególności Sonii, mojej największej rywalce, która nieustannie motywuje mnie do coraz mocniejszych treningów (kto wie, może za niedługo uda mi się Ciebie Sonia pokonać 😉).
    Wszystko się w wyścigu dobrze dla mnie układało aż do momentu wypłaszczenia przed pierwszym podjazdem pod Epic Kom gdzie chwila uwagi spowodowała że duża grupa z moimi najgroźniejszymi rywalkami odjechała. Już wtedy wiedziałam ze złoto mi odjechało i trzeba wziąć się w garść i walczyć dalej. Na podjeździe udało dogonić się kolejne rywalki i umacniałam się na drugiej pozycji. Niestety podczas zjazdu z Epic Koma popełniłam sporo błędów i Joanna Borowik dogoniła mnie. Już wtedy wiedziałam, że muszę mocniej przycisnąć podczas podjazdu na wulkan, aby tam jej odjechać i wypracować sobie kilkanaście sekund przewagi. Plan się udał i mogłam już dosyć pewnie zmierzać po srebrny medal.
    Jeszcze raz gratuluje wszystkim, którzy przejechali te mistrzostwa i dziękuje wspaniałym organizatorom bez których ten wyścig nie odbyłby się.
    Do zobaczenia na następnych wyścigach i za rok na kolejnych mistrzostwach 💪

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *